Blaski i cienie pracy nauczycielki w przedszkolu

Motto:

„Dobrym nauczycielem w przedszkolu będzie nie ten, kto opanuje różne techniki czy triki, lecz ten, kto dzięki kontaktom z dzieckiem będzie uzyskiwał coraz lepsze zrozumienie drugiego człowieka i wzbogacał dzięki temu swój własny świat przeżyć”

„Jestem nauczycielką przedszkola. Przemieniam świat”

Pracuję w zawodzie nauczycielki przedszkolnej od kilku lat. Moja praca pasjonuje mnie i zadziwia dając ogromną satysfakcję. Każdy dzień może przynieść nowe doświadczenie, które zawsze staram się traktować jako naukę i wyciągać z nich budujące dla siebie wnioski.

Mam to szczęście, że zostałam nauczycielką z powołania. Widzę głęboki sens w każdym moim działaniu zawodowym i równocześnie odczuwam ogromną odpowiedzialność ciążącą na mnie za to kim jestem. Zmieniam świat. Kształtuję pierwsze relacje pozarodzinne młodych, ciekawych świata ludzi. Ludzie Ci, wnoszą do mojego życia niezastąpioną dawkę przeżyć i doznań, jakich nie miałabym okazji doświadczyć w żadnym innym zawodzie. Choć jeszcze bardzo mali i czasem początkowo przejęci lękiem ogromu świata, który jawi im się poza bezpiecznymi ścianami własnego domu otoczonego matczynymi ramionami podnoszą swe oczy na mnie. Widzą moją osobę jako pomost po którym rozpoczynają swoją wędrówkę ku dorosłości. Oczywiście zupełnie nie są jeszcze tego świadomi, ale być może kiedyś w dalekiej przyszłości ujrzą mnie jako bramę przez którą przeszli ku szczytom wiedzy i mądrości ludzkiej.

To na mnie spoczywa odpowiedzialność pokazania moim wychowankom na czym polegają relacje społeczne. To ja mam ich nauczyć samodzielnego radzenia sobie w czasami nieprzyjaznym i trudnym świecie relacji międzyludzkich. To tutaj, w przedszkolu niejednokrotnie zaczynają swoją przygodę z samodzielnością przez wielkie „S” zaczynając od najprostszych czynności jak np. odłożenie zabawki na właściwą półkę czy samodzielne nałożenie bucika.

Dzieci przybywają do mnie i naśladują mnie we wszystkim co robię, a najchętniej w tym, co wymyka się spod mojej kontroli. W początkowej karierze przedszkolaki najwięcej uczą się mimowolnie. Dlatego ja muszę przy nich być pewna siebie, prawa, uważna, silna, zaradna i spokojna.

Pokazuję moim dzieciom zasady funkcjonowania w grupie. To trudne dla malucha będącego dotychczas w centrum zainteresowania wszystkich najbliższych, gdy każda babcia, ciocia, czy starsza siostra nadskakiwała i zaspakajała każdą potrzebę zanim ta została wyartykułowana. Do tego ten trudny okres dziecięcego egocentryzmu, który przeszkadza w zrozumieniu tak jasnych dla dojrzałych emocjonalnie starszych dzieci relacji międzyludzkich. Jak to zrobić i nie stać się równocześnie cerberem wysyłającym tylko zakazy i nakazy? Jak być ideałem i nie stracić swojej ludzkiej twarzy?

U źródeł sukcesu pracy nauczycielki przedszkola leży odpowiednia motywacja, samoświadomość, empatia, poziom umiejętności społecznych i cel jaki sobie wyznaczamy.

Niewielu ludzi spoza branży zdaje sobie sprawę, jak ogromną pracę musimy my – nauczyciele wykonywać sami ze sobą, aby nie zagubić się w codziennych czynnościach zawodowych. Poza pracą wewnętrzną związaną z samorozwojem wiele z nas spędza całe godziny na przygotowaniach merytorycznych, na dokształcaniu i poszerzaniu kompetencji zawodowych, oraz na przygotowywaniu pomocy bez których nie sposób się obejść w pracy z małymi dziećmi.

Czy rodzic przyprowadzający swoją pociechę każdego ranka myśli o nas jako o profesjonalistkach? W pewnych przypadkach nie.

Zatroskane mamy, czasem bardziej spłakane od dziecka, które odrywają z bólem od swych ramion myślą głównie o tym, aby nikt nie skrzywdził ich pieszczocha. Zapracowani tatusiowie oddają maleństwa i chyłkiem uciekają do swych zajęć traktując często przedszkole jak przedwojenną „ochronkę”, czy coś w rodzaju profesjonalnej przechowalni dla maluchów. Po początkowym szoku, jaki przeżywają rodzice zaczyna się cała litania roszczeń wobec instytucji przedszkola. Wielu rodziców uznaje, że skoro oddają swoje maleństwa do tak wyspecjalizowanej instytucji, to zdejmują z siebie całą odpowiedzialność wychowawczą. Często takie przekonanie ciągnie się całymi latami podczas których dziecko zdobywa kolejne szczeble edukacji: przedszkole, szkoła podstawowa, liceum itd.

Kiedy rozmawiam z niektórymi z rodziców zaznaczając, jak ważna jest spójna współpraca pomiędzy moją pracą w przedszkolu, a ich działaniami w domu często napotykam opór. Żyjemy w czasach, w których większość rodziców pracuje zawodowo. Gdy wracają do swych domów późnym popołudniem, odbierają dziecko nakarmione, wyspane, pełne wrażeń i chcące podzielić się swoimi przeżyciami z tatusiem lub mamusią. Niestety często nie mają już dość energii, aby wejść w ten piękny, dziecięcy świat przeżyć oparty głównie na najsilniejszych emocjach. Wychwytują szczątkowe informacje, często tylko te negatywne, zwracając uwagę na te części opowieści dziecięcej, za którymi kryje się informacja, na którą w ich mniemaniu trzeba zwrócić uwagę. Pomijają pozytywne przeżycia i następnego ranka zaniepokojeni dopytują co też dzieje się w grupie, bo np. Krzyś uderzył wczoraj Jasia i on w domu nawet trochę płakał przed spaniem z tego powodu. Zaczynają nieświadomie rozdmuchiwać tę iskierkę wyolbrzymiania negatywnych informacji. Reagują z impetem, poświęcają uwagę słowom dziecka, które szybko uczy się, że nie ma co mówić rodzicom o tym, co było miłe, bo tego nawet nie zauważą. Natomiast negatywna informacja: „ktoś mnie skrzywdził” da odpowiedni i satysfakcjonujący efekt w postaci uwagi, wysłuchania, reakcji zatroskanego rodzica.

Po tym następuje dłuższa poranna rozmowa z nauczycielką, która stara się zapewnić rodzica o tym, że dziecko jest pod odpowiednio opieką, że bawi się pod obserwacją dorosłych, że konflikty z rówieśnikami to nieodłączna i nieodzowna droga do wytworzenia zdrowych relacji społecznych, itp. Rodzic patrzy podejrzliwie i jeśli sytuacja nie powtórzy się w najbliższym czasie ponownie nabiera zaufania do nauczycielki. Do czasu, gdy zniecierpliwione dziecko próbujące zainteresować rodzica pozytywną informacją nie wpadnie na pomysł, że lepszy efekt daje opowieść o tym, jak źle mu w przedszkolu. Sytuacja się powtarza, tym razem rodzic patrzy jeszcze bardziej podejrzliwie na nauczycielkę, ale często daje się uspokoić słowami mądrego nauczyciela. Bywa, że biorą w nim górę frustracja i wybucha bardziej emocjonalnie. Zadaniem nauczyciela jest budowanie jednak takich relacji, które nauczą rodzica odpowiedniego słuchania swoich dzieci. W swojej pracy spotkałam się z przypadkiem, gdy dziecko tak pragnęło uwagi mamy, że zaczęło konfabulować na temat wydarzeń w przedszkolu przekazując zupełnie wymyślone sytuacje. Matka przerażona tym, co się dzieje w przedszkolu pewnie już zabrałaby swoją pociechę z tej okropnej instytucji, gdyby nie fakt, że fantastyczne opowieści córki zaczęły się tak rozrastać, że wyszły poza ramy przedszkola. Dziewczynka zaczęła opowiadać niestworzone historie, jak jest krzywdzona i źle traktowana przez babcię, kuzynkę itp. Mama dojrzała wreszcie absurdalność tych opowieści, skonsultowała się ze mną, przeprowadziłyśmy długą i wyczerpującą rozmowę. Kiedy emocje opadły, sama zaczęła się dziwić, jak mogła wierzyć w takie historie nie weryfikując ich u źródeł. Po poradzie wychowawczej, aby więcej czasu poświęcała dziecku, zwracając baczniejszą uwagę na pozytywne informacje problem się skończył. Matka odzyskała wiarę w nauczycielkę, gdy okazało się, że postępując za jej radą dziecko zmieniło swe zachowanie.

Rodzic, który reaguje żywiołowo tylko na negatywne informacje kształtuje w swoim dziecku uciążliwą umiejętność wychwytywania i przekazywania wyłącznie negatywnych wydarzeń. Co wynika z tego w późniejszym okresie życia? Możemy przekonać się oglądając wiadomości jakimi jesteśmy karmieni każdego dnia przez współczesne media. Najlepiej sprzedają się negatywne informacje. Widać wiele pokoleń dzieci w naszej cywilizacji zostało wychowanych na wzbudzaniu efektu eskalacji uwagi wyłącznie w pejoratywnym przekazie. To dowód na fakt, że nauczycielki przedszkola mogą zmienić świat!

Inny efekt wywołuje grupa rodziców tak zajętych sobą, że nie zwracają uwagi na żadne informacje płynące od dziecka. Mądra nauczycielka wychwyci taki brak zainteresowania dość szybko. Dziecko stara się poradzić sobie w tej sytuacji w sposób, który wydaje mu się najlepszy, np. staje się apatyczne, wycofane, smutne, czy też zwraca na siebie uwagę strasznie rozrabiając. Nauczyciel interweniuje, przeprowadzając rozmowę. Pyta, czy coś dzieje się w życiu domowym, czy nastąpiły ostatnio jakieś zmiany? Czy dziecko zachowuje się podobnie po powrocie do domu? Taka rozmowa może wiele wyjaśnić, pod warunkiem szczerości ze strony rodzica. Nie jest moim celem wypytywanie dorosłego o jego prywatne życie. Uczciwe przedstawienie problemu w rozmowie w cztery oczy ma na celu wyłącznie pomoc dziecku. Zdarza się, że rodzic przyzna, że ma kłopoty w relacji z partnerem, lub problemy zawodowe, czy inne, które odrywają jego uwagę od dziecka. Moim zadaniem jest uzmysłowienie rodzicowi, jak ważną jest osobą dla swojego dorastającego potomka. Trzeba jednak w takiej sytuacji wykazać się ogromnym taktem i szacunkiem dla problemów rodzica. Zawsze jednak warto przekierować część uwagi dorosłego na dziecko i uświadomić odpowiedzialność, jaka kryje się za byciem dobrą matką czy ojcem, nawet takim, który przeżywa swoje rozterki. Pomóc dziecku w tym przypadku można tylko wtedy, gdy opiekun wyrazi taką chęć. Jeśli nie podejmie wyzwania, dziecko może wyrosnąć w poczuciu wyuczonej bezradności. Nauczy się, że żadnym zachowaniem nie jest w stanie skupić uwagi kochanej mamy czy taty na sobie. Nauczy się również, że w sytuacjach trudnych można zapomnieć o nim, że jest wtedy zostawione samo sobie. Czasem dzieci w takich sytuacjach nadzwyczaj szybko dorastają i stają się emocjonalnymi „rodzicami” własnych rodziców. To bardzo smutna sytuacja, bo pozbawia ich najpiękniejszej cechy dzieciństwa: beztroski. W oczach zatroskanego dziecka nie ma blasku, jego śmiech nie jest spontaniczny i radosny, a w przyszłości wyrasta ono na zdystansowanego cynika nie potrafiącego czerpać radości z życia. Na udokumentowanie moich przemyśleń podam najbardziej ekstremalny przypadek z jakim spotkałam się podczas mojej pracy. Rodzina była tak zapracowana, że ich dziecko zaczęło poważnie chorować, aby odzyskać ich dla siebie. Dziecko przebywało w przedszkolu od najwcześniejszych godzin (6.30) do samego zamknięcia (16.00) często będąc odbierane jako ostatnie. Stało smutne przy oknie wypatrując rodziców, którzy zajęci pracą, budową domu, organizowaniem szczęśliwej przyszłości dla swoich pociech zapomnieli o ich szczęśliwej teraźniejszości. To my nauczycielki przedszkola możemy zmienić świat i przypomnieć rodzicom, gdzie ich uwaga jest najcenniejsza.

Kolejnym przykładem jest rodzic roszczeniowy. Takie zachowania wśród współczesnych rodziców bywają coraz powszechniejsze. Rodzic przyprowadza dziecko i żąda. Lista oczekiwań jest długa: dziecko ma być czyste, zadbane, samodzielne, rezolutne, wyedukowane, szczęśliwe, obdarowane wszelkimi atrakcjami itd., itp. Rodzic chce odebrać ukształtowane, idealne dziecko do domu i korzystać ze wspólnego czasu bez wysiłku wkładanego w wychowanie. To przedszkole/szkoła mają za zadanie wychować jego dziecko. Do tego wychować nie byle jak, a tak, jak rodzic tego oczekuje. Jemu się to w jego przekonaniu należy. Praca z takim rodzicem jest bardzo trudna. Jego dziecko przejawia zachowania odwzorowujące stosunek rodzica do przedszkola. Dziecko ignoruje słowa nauczycielki, chce robić tylko to, co mu się podoba wyłamując się z praw obowiązujących w grupie. Jest zbuntowane i sprawia dużo problemów wychowawczych. Wielu młodych rodziców wychowanych w epoce konsumpcjonizmu nie potrafi zrozumieć zależności, że aby coś ze świata otrzymać warto coś mu dać. To czyni nas bardziej ludzkimi, budzi empatię, uczy współpracy. Staram się zasiać w dzieciach nasionko radości z dawania czegoś innym od siebie. Staram się zaciekawić ich światem, który sami współtworzą z innymi. Pozostaję jednak bezradna wobec ich postaw wyniesionych z domów rodzinnych. W takich momentach zastanawiam się, czy nauczycielka przedszkola naprawdę może przemieniać świat na lepszy?

Na szczęście jest też ogromna grupa rodziców zaangażowanych w wychowanie swoich dzieci, znajdujących w tym powołaniu radość, chętnie współpracujących z przedszkolem, interesujących się nie tylko postępami edukacyjnymi, ale też radościami dnia codziennego swojej pociechy. Dla takich rodziców warto wykonywać ten zawód. Ich dzieci są otwarte na świat, uczą się przeżywać porażki i sukcesy w sposób budujący ich osobowość. W przyszłości takie dzieci będą miały umiejętność współpracy, będą potrafiły odróżniać dobro od zła, będą otwarte na innych, będą zainteresowane światem. Tutaj moja rola polega na wspieraniu i uświadamianiu rodzicom, jak wiele od nich zależy. Tworzymy świat kochając nasze dzieci, poświęcając im swoją uwagę, wspierając w kłopotach i dzieląc z nimi ich radości. My nauczycielki przedszkola przemieniamy świat wspólnie z rodzicami.

Jak wynika z powyższego tekstu, nigdy nie postrzegam dziecka w moje grupie jako problemu. Zawsze staram się rozwiązać kłopotliwe sytuacje w kontekście relacji z rodzicem. Dzieci przebywające w przedszkolu pokazują nam tylko świat z którego przybywają. Czasem ich niesforne zachowania są wołaniem o pomoc, czasem stają się cichutkie i popłakują w kąciku z tęsknoty za poczuciem bezpieczeństwa, najczęściej jednak obdarzają mnie uśmiechem i wyrażają wdzięczność za mój spędzany z nimi czas. Ja też jestem im wdzięczna za naukę, jaką mogę czerpać z każdej relacji. To wciąż kształtuje we mnie coraz dojrzalszego, mądrego człowieka. Lubię moją pracę, bo żaden dzień w niej nie wygląda tak samo jak poprzedni. Pracuję z ludźmi i uczę ich, że razem możemy przemieniać świat.

Katarzyna Kościuszko

Bibliografia:

1) Bates A., Baker S. „Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat”; Poradnik dla rodziców, psychologów i lekarzy”; Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne; Gdańsk 2007

2) Klim-Klimaszewska A. „Sylwetka nauczyciela przedszkola w opinii dzieci, rodziców i nauczycieli” Warszawa 2008

3) artykuły z czasopisma „Bliżej Przedszkola”